Niedawno ukończyłem 70 lat. Cofając film mojego życia, dostrzegam trzy wyraźne fazy zmieniające je w istotny sposób. Pierwszy okres to młodość, wojna i praca, często w trudnych i bardzo szkodliwych warunkach (zimne hale fabryczne, zapylenie, wyziewy farb, lakierów i smarów), a do tego nie ogrzane i zawilgocone mieszkanie. Odżywianie było przypadkowe, uzależnione od możliwości i ceny zakupu. Kto wtedy myślał o naturalnych witaminach i mikroelementach?
Cieszę się, że w tych niesprzyjających zdrowiu warunkach nie wpadłem w otchłań oparów alkoholowych i dymu tytoniowego. Na szczęście zdrowia i rozsądku mi nie brakowało.
Jednak po trzydziestce zaczęły się problemy. Z początku błahe i krótkotrwałe, potem coraz częstsze i coraz bardziej uciążliwe. Nawracające przeziębienia, ciągłe poczucie zmęczenia wymuszały coraz częstsze wizyty u lekarzy. Otrzymywałem recepty na różne leki chemiczne, w tym na antybiotyki. Coraz więcej leków i coraz mniej zdrowia. Problemów przybywało. Otrzymałem pierwsze skierowanie do szpitala. Stałem się obiektem intensywnych badań. Czas pobytu w szpitalu przedłużał się. Lekarze stawiali różne diagnozy: pylica, gruźlica, nowotwór...
|
|
więcej...
|